"despair is for people who know, beyond any doubt, what the future is going to bring.
nobody is in that position.
so despair is not only a kind of sin, theologically, but also a simple mistake, because nobody actually knows.
in that sense there always is hope."
"days of the garden
days in the sun
warm in my secret
lost in your eyes"
czasem snie o drzwiach i o kluczu, o ktorym tylko my wiemy i ktorego tylko my uzywalismy.
za drzwiami jest ogrod.
"(tell me there's a muse and you know what you do when you sing when you talk when you love with your heart-strings)"
dzisiaj? zeschniete roze, opadle liscie i przybrudzona altana (serce z tysiaca przedmiotow). a mimo to patrze i widze, ze taka jest kolej rzeczy i ze nie trzeba zapominac, zeby sie uwolnic, bo tak naprawde nie ma od czego.
"love in the sunlight
(hold me, hold me)
sing with your heart
(hold me, hold me)"
kiedys chcialabym nie bac sie tego dotknac. ale - to kiedys.
(j&v)
don’t tear me down for all I need
make my heart a better place
give me something I can believe
don’t tear it down, what’s left of me
make my heart a better place
(wt)
tym razem z przyzwyczajenia, choc masz swoje momenty.
Open laughter held in distant days
Eternal stars have changed
I know that it can't be the same
There's no romance for you tonight (a)
podalysmy sobie z przeszloscia rece juz dawno, teraz przestalysmy patrzec sobie w oczy. bardzo, bardzo istotne.
A year ago today we stood
Above this same awakening world
I held you...
You never wanted me to know
Another year ago today
Before this same awakening world
I held you...
I never meant to let you go
There was a moment
There always is
When time stood still
And always was this...
One endless moment
You turn in pain
And I always let you go
Over and over again...
(tc)
mam pewna teorie, o ludziach, ze gdy zbiora sie odpowiednie charaktery w jednym miejscu i czasie to wytwarza sie czysta nieskonczonosc (wiecznosc) radosci. przerabia sie ja na energie zyciowa, optymizm i dobry humor.
wszystkie zdjecia na fb, (tylko dla zarejestrowanych).
nie zauwazylam uplywu trzech godzin dzis w zaszytej.
mialam w gimazjum najlepszych ludzi swiata, az chce sie krzyknac: pg gora!
wypisales mi jak wyrocznia przepowiednie w jednym miejscu, do ktorego nie zagladam zeby jej nie czytac. musze chodzic z podniesiona glowa, odganiac mysli i jak juz prawie mi sie udaje zapomniec robisz swoje.
rok bez podsumowan, tylko jedna data.
18 maja. ta najlepsza.
jest grudzien i wyczuwam koniec konca swiata.
a Ty, cz, mi nawet nie przypominaj. to mimo wszystko dobry trend, moze tym razem ostateczny.
:)
przypomnialam sobie 'angelice' i 'temporary peace', wtedy jak wszystko sie zaczynalo i jak mialam trzy lata mniej i duzo wielkich perspektyw. po skonczeniu gimnazjum mialam nadzieje na utrzymanie kontaktow, nie podobalo mi sie w liceum do pierwszej zimy i slabo mi szlo przyzwyczajanie sie do nowych ludzi. wtedy chyba bym nie liczyla na taka znajomosc z cz, nie uwierzylabym ze z renata prawie sie nie bede widywac i ze znajde sobie w liceum przyjaciol. a jednak, znalazlam olge i edyte, nigdy bym ich nie oddala.
teraz znow stoimy na progu czegos nowego, z edyta bede na ae, cz bedzie filozofem a olga za rok wyjedzie na stale.
mam nadzieje ze wszystkim nam sie uda.
nie chcialabym wszystkiego zaczynac od nowa.
17 maja, mily dzien mily dzien mily dzien. od 18:00 na ligocie na juwenaliach, spacer, siedzenie na trawie, koncert, genialny plan powrotu. nie bede sie rozpisywac w opisach, bo ciagle szumi mi w glowie od muzyki i wrazen.
Con la vista sobre el mar,
Busca entre las olas una seńal,
Algo que le ayude a olvidar la verdad.
Toda una vida de lágrimas.
Cede a la locura y luego calla,
Por amor a un dia que jamás volverá.
Cuando la rosa muera,
Calmará sus ansias en letras vanas,
Por amor a un dia que jamás volverá.
Por amor a un dia que jamás volverá.
(stream of passion - nostalgia)
kiedy jestem sam
przyjaciele są daleko, ode mnie, ode mnie
gdy mam wreszcie czas dla siebie
kiedy sobie wspominam
dawne, dobre czasy,
czuję się jakoś dziwnie, dzisiaj noc jest czarniejsza
(...)
Oprócz drogi szerokiej, oprócz góry wysokiej
Oprócz kawałka chleba, oprócz błękitu nieba
Oprócz słońca złotego, oprócz wiatru mocnego
Oprócz błękitnego nieba...
do you remember me? how we used to be?
do you think we should be closer?
cytat prosto z mojej glowy pelnej teraz anathemy. (dla nieznajacych moge dodac, ze jest to i tak cover)
zly dzien, ze zlymi wiesciami i zlymi myslami.
you will never walk alone, oldzi. (bedzie ciezko, ale dasz rade). no i zawsze zawsze zawsze masz nas.
metallica - the call of ktulu
still makes me sooo maaaad
az nie wiem co napisac. spotkanie bylo bardzo bardzo bardzo udane, drozdzu sie nie zmienil tak jak myslelismy ze to zrobi, bawie sie z nimi swietnie, mam tysiac smiesznych mysli na sekunde i od razu optymistycznie nastawiam sie do otoczenia.
szczegolow nie opisze.
ETERNITY2 FOREVER (coz za propaganda)
"Standing by the window
Eyes upon the moon
Hoping that the memory will leave her spirit alone
She shuts the doors and lights
And lays her body on the bed
Where images and words are running deep
She has too much pride to pull the sheets above her head
So quietly the lays and waits for sleep
She stares at the ceiling
And tries not to think
And pictures the chain
She's been trying to link again
But the feeling is gone
And water can't cover her memory
And ashes can't answer her pain
God giveme the power to take breath from a breeze
And call life from a cold metal frame"
moja rzeczywistosc miewa swoje fazy kiedy gwaltownie traci kolory i ujemnie wplywa na moje sily witalne. dzieje sie to glownie wtedy kiedy cos mi znowu ucieka. zdarza mi sie za duzo myslec nad zrutynianiem codziennosci i potem to juz tak samo... no i to wrazenie ze cos sie konczy a wcale nic nie zaczyna.
zawsze lubie miec perspektywe swiezosci w zyciu. bywa ze mi sie nie udaje i potem pisze takie notki na joga i wyzalam sie w pamietniku, co wcale nie pomaga.
i tak zeby odwrocic dziekiego kota ogonem, fragment rozmowy z czensiakiem dotyczacy tego co w poprzedniej notce:
[22:56:01] kurde. plakac mi sie chce.
[22:56:07] nie z wyjazdu
[22:56:19] ze szczescia i czegos dziwnego.
[22:56:23] :)
[22:56:25] mi tez
[22:56:26] oktarynowego. :)
[22:56:28] czensi mi tez
[22:56:31] wlasnie
[22:56:33] jakas magia
[22:56:34] wisi
ale zrodlem jest raczej przeszlosc niz przyszlosc, no. (dla mnie)
yellow bird flying gets shot in the wing
good year for hunters and christmas parties
and i hate
and i hate
and i hate
and i hate
elevator music
the way we fight
the way i'm left here silent
oh these little earthquakes
here we go again
these little earthquakes
doesn't take much to rip us into pieces
we danced in graveyards with vampires till dawn
we laughed in the faces of kings never afraid to burn
and i hate
and i hate
and i hate
and i hate
disintegration
watching us with her
black winged roses that safely changed their colour
i can't reach you
i can't reach you
i can't reach you
i can't reach you
can't reach you
give me life
give me pain
give me myself again
och, moje elaine deireadh jest w toku. ludzie podazaja w roznych kierunkach ktore przestaja nas laczyc, a ja jestem coraz bardziej sama w moich planach i przemysleniach. musze sie postarac zeby tym razem poczatek byl owocny i lepszy. po wakacjach wroce do innego swiata w ktorym za malo bedzie starych elementow, zeby wystarczyly za wszystko. mam cale dwa miesiace na decyzje, a moze i caly rok. zmiany prorytetow sa bardziej traumatyczne w skutkach niz plan balcerowicza.
a przy tym najwyzsza pora wykopac i przejrzec moje niedobitki wilkiego dziela i wreszcie cos rozwinac. (i tak nie dam rady).
"[22:12:05] < lilavati> the water
[22:12:06] < lilavati> flowing
[22:12:09] < lilavati> the endless
[22:12:11] < lilavati> river
[22:12:15] < lilavati> forever and ever
[22:12:16] < czensi> forever and ever
to jest piekne w muzyce, ze mozna znac kazda jej przyszla nute i nie byc w tym odosobnionym, ze zawsze jest ktos kto moze pomyslec podczas sluchania te sama mysl i z roznica sekundy ja wypowiedziec :)
mojego stairway to heaven
i tyle, no :)
destiny, infinity,
eternity.
brakuje mi gitary. posluchalabym: the bard's song - in the forest, muse, nothing else matters, stairway to heaven, europa, the silent enigma, sentient
ale tak srednio ma mi kto to zagrac na zywo kiedys wieczorem, szkoda
znow bede czesto do parku chodzic. od wczoraj pogoda jest dla mnie dobra. (dorzuccie do listy utworow tam na gorze angelice)(od razu widac na jakim etapie jestem, nie?). wczoraj bylam, ale nie sama. dzisiaj bylam, ale nie sama. jutro moze pojde bez nikogo.
(bo od angeliki sie zaczelo :>).
a reszta na poziomie, nieslusznie dosyc wysokim. ale to zaraz, dajcie mi napisac.
1. harmonium
otwiera album. mogloby byc wyspiewane w marszu, spokojne i rzeczowe. zapowiada piekna umyslowa katastrofe.
"i was trying to live my life
it wouldn't let me"
ma hipnotyzujacy rytm, az sie nie chce przestawac sluchac. "it's too real".
2. balance
rachunek sumienia.
"what you are is all you have been
what will be is all you do now"
3. closer
no blizej. syntetyczne dzwieki podswiadomosci nasuwajace proste ostrzezenia.
"your dream world is a very scary place
to be trapped inside"
muzyka ma cos urwanego mglistym marzeniom
"all your life"
4. are you there?
pierwsze, jack. (jesli juz znajdzie sie to na koncu)
"and I can't find a way
now to find it out
where are you when I need you...
are you there?"
5. childhood dream
instrumentalnie, niewinnie, bez zwiazku. (a moze troche wspomnien)
6. pulled under a 2000 meters a second
bardzo glosno brzmi dobrze. napchany mrocznymi slowami monolog o nas ludziach, demonicznie wyznany strach o zyciu.
"Freedom is only a hallucination
That waits at the edge of the places you go when you dream"
dobrze wyrzuca zlosc i negatywne emocje dla swiata. ("leave me alone").
jesli cos powinniscie uslyszec to wlasnie to.
7. a natural disaster
dwa, bridgitte. (w polowie, jak jeszcze bedzie dobrze)
"You just slipped through my fingers
and i feel so ashamed
You just slipped through my fingers
and i have paid"
ona pasuje idealnie, wierzcie mi.
8. flying
w refrenie da sie poczuc skrzydla.
"feel so close to everything now
strange how life makes sense in time now "
bez analiz tekstu, spontanicznie moge sie z tym identyfikowac.
9. electricity
nie mozna spokojniej. (od niego dla niej).
"but electricity it drew you near to me
what you needed was to be rid of me
and the fear made you so unsure of me
what you needed was to be rid of me."
10. violence
(rzemioslo), najpiekniej, posluchajcie.
"all the ghosts..."
nie macie o mnie pojecia.
no, popoludniem sie z bolkiem spotkalam. deszczu kupe spadlo i zmoklam jak ohydna kura. porozmawialismy o muzyce, o szkole troche, o glupotach na sile. nic sie moj mroczny kolega nie zmienil przez te poltora roku, ma tylko dluzsze wlosy i je spina co zdecydowanie dziala na jego niekorzysc. niezobowiazujace rozmowy o niczym slabo nam wychodza, a jego chec sprawdzenia co bedzie jak przestanie sie odzywac dobija sprawe. ale zobaczyc sie raz na rok zawsze wrto. mam kilka pomyslow na poznanie zespolow znowu.
a po przyjaciu do domu mama powiedziala ze młemłe trwala. to moze sobie zrobie takie fale jak ma lena? bo rodzicom sie podobaja. no i mi tez.
"The flames you stirred
Yes, you could stir
I raise a glass
Make a toast
A toast in your honor
I hear you laugh
and beg me not to dance"
widzialam sie w kfc z czensim i bilaym, jeszcze dodatkowo bobek nam sie przygladal.
.
bialy: bo Ty czensi bobka do stacji dyskow wciskasz! ...yyy znaczy budynia, przepraszam
(CHLAAST)
.
czensi: cos tu czuc keczapem
bialy: moje nowe perfumy!
.
(czensi wali glowa w stolik)
czensi: AŁ! marmur!
.
mialam pamietac wiecej fragmentow ale zapomnialam. czensi pomoz.
potem bylam u michala. JEST MOIM BOGIEM.
[23:34:53] czensi@chrome.pl> dzisiaj smialbym sie z siebie kiedys :D
przewrocil bym sie na ziemie i skopal na nieszczęśne jablko.
[23:36:20] czensi@chrome.pl> i znow - skopal bym siebie rok temu :D
[23:37:37] czensi@chrome.pl> i teraz jest fajnie.
ale za rok bedzie lepiej.
i to jest boskie :D
[23:37:56] czensi@chrome.pl> mozna tak dojsc do wniosku ze powinienm sie teraz skopac :D
ale sobie daruje :D
i jak tu nie umrzec przy kompie? :D